30 gru 2011
25 gru 2011
20 gru 2011
15 gru 2011
10 gru 2011
5 gru 2011
30 lis 2011
25 lis 2011
23 lis 2011
20 lis 2011
18 lis 2011
15 lis 2011
10 lis 2011
5 lis 2011
30 paź 2011
25 paź 2011
20 paź 2011
15 paź 2011
10 paź 2011
5 paź 2011
30 wrz 2011
25 wrz 2011
20 wrz 2011
5 wrz 2011
30 sie 2011
15 sie 2011
10 sie 2011
30 lip 2011
25 lip 2011
20 lip 2011
15 lip 2011
10 lip 2011
5 lip 2011
30 cze 2011
25 cze 2011
20 cze 2011
15 cze 2011
10 cze 2011
5 cze 2011
25 maj 2011
20 maj 2011
15 maj 2011
10 maj 2011
5 maj 2011
30 kwi 2011
25 kwi 2011
20 kwi 2011
17 kwi 2011
z cyklu Systemat
15 kwi 2011
10 kwi 2011
8 kwi 2011
Komunikat: Krajowy Dzień Kapelusznika
Mamy nadzieję, że niebawem stanie się on dniem "Międzynarodowym".
Najsłynniejszym kapelusznikiem, a zarazem patronem tego Dnia jest - rzecz jasna - Szalony Kapelusznik z "Alicji w Krainie Czarów".
W Dniu Kapelusznika obowiązującym nakryciem głowy jest: kapelusz, melonik lub cylinder. Niedozwolone są czapki bejzbolówki (blueee!), kapelusze kowbojskie (fuj!). W wyjątkowych przypadkach dozwolone są berety i kaszkiety (ten ostatni niekoniecznie daszkiem do tyłu).
Honorowi kapelusznicy:
2011 - Kapelusznikiem Roku, pośmiertnie, został uhonorowany Stanisław Ignacy "Witkacy" Witkiewicz - za dorobek literacki i krytyczny, a przede wszystkim za bezpardonową walkę z przeciętniactwem oraz przeciwstawianie się tak zwanej "opinii większości".
Od siebie możemy dodać, że ktoś, kto nie zna dorobku pisarskiego St.I.Witkiewicza, powinien się wstydzić, i basta (Komitet obchodów K.D.K.).
-------------------------
Podaj dalej tę informację.
-------------------------
*Tylko do 20 kwietnia — wszystkie dzieła Stanisława Ignacego Witkiewicza umieszczone na stronie www.e-biblioteka.com sprzedawane będą z 25% rabatem.
1 kwi 2011
28 mar 2011
Wywiad z Jazz Mozrou, cz. 1.
A.L.: Zacznijmy od...
J.M.: Urodziłam się w Brukseli, w 1984 roku. Matka — Francuzka, ojciec — Belg, i przedstawianie się miejmy z głowy.
A.L.: Zaraz, chwileczkę; tylko tyle?
J.M.: A co chciałbyś jeszcze wiedzieć?
A.L.: Wiem, że sporo podróżowałaś. To chyba miało na Ciebie jakiś wpływ.
J.M.: Tak, chyba miało, ale nie taki, o jakim myślisz. Matka ciągnęła mnie wszędzie ze sobą. Nie znosiłam tego, bo to zawsze wiązało się z utratą znajomych i przyjaciółek. Co tam robiłam? W dużej mierze nudziłam się. A co ona tam robiła? — Nie chciałbyś wiedzieć, a ja nie chcę o tym rozmawiać i tego wspominać. Mieszkałam w Hiszpanii, w Grecji, w Niemczech, we Włoszech, w Indiach, w Meksyku, w Chile. Te nazwy brzmią miło i ekscytująco, ale miejsca, w których przemieszkiwałam z matką, wcale nie wyglądały jak z pocztówek. Właściwie zawsze byłam sama. A jak już z kimś się zaprzyjaźniłam, to nagle przenosiłyśmy się w inne miejsce. Hmmm... Właściwie to przez tę samotność miałam sporo czasu na muzykowanie. W 2004 roku wreszcie ubłagałam matkę, żebyśmy wrócili do Brukseli. Jak już wróciłyśmy, to zaklinałam się w duchu, że już do końca życia nie ruszę się nawet za rogatki miasta, ale wyszło inaczej. Matka zmarła trzy lata później, a ja zostałam sama bez grosza przy duszy i do łba mi strzeliło, żeby przenieść się do Francji. [jeśli chcesz przeczytać więcej, przejdź na stronę]